czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 4

*Oczami Liam'a*
Dobrze wiedziałem o kogo chodzi.Spojrzałem na chłopaków.Wyglądają jak banda idiotów która nie wie o co chodzi.W sumie to prawda nie wiedzą o kogo chodzi i kto to jest Denny ale ja wiem i coś czuję że będę musiał im opowiedzieć całą historię o nim.
-Kto to jest Denny?-Spytał Zayn
-Liam ty coś musisz wiedzieć.-Powiedział Harry.I się zaczyna-pomyślałem.
-Tak wiem kto to jest.-Powiedziałem ciężko wzdychając.
-No to dalej gadaj co to za dupek który porwał Emi.-Powiedział Louis.Usiadłem na łóżku i zacząłem mówić.
-Denny-były przyjaciel z liceum.Obiekt obseracji nr 1 u dziewczyn.Byliśmy przyjaciółmi od przedszkola lecz wszystko zmieniło się w ostatniej klasie liceum.Miałem dziewczynę o imieniu Jessica.Bylem z nią bardzo szczęśliwy do czasu gdy poszliśmy do Denn'ego na imprezę.Bawiliśmy się super.Gdy tańczyliśmy Jessica poszła do łazienki.Czekałem chyba pół godziny i nadal jej nie było.Po chwili zoriętowałem się że nie ma też Denn'ego więc zacząłem ich szukać po całym domu.Gdy szłem przez korytarz za drzwiami do pokoju Denn'ego usłyszałem głaśne jęki.Szybko weszłem do pokoju i chyba wiadomo co tam robili.-Spojrzałem na chłopaków a oni tylko pokręcili twierdząco głowami.-Po tej imprezie znienawidziałem Denn'ego i Jessice.Postanowiłem się na nim zemscić więc wyjawiłem policji pewną tajemnicę dotyczącego jego ojca.Sprzedawał on narkotyki niepełnoletnim.Zamknęli go w więzieniu i z tego co wiem to do dzisiaj z niego nie wyszedł.
-A co miałeś zrobić kilka lat temu?-Spytał się Horan wskazując na kartkę którą ciągle trzymałem w ręku.
-Po tym jak jego ojciec trafił do więzienia Denny chciał mnie zabić.Powiedział że albo on mnie zabiję albo mam popełnić samobójstwo.Powiedziałem mu że wybieram drugą opcję-Oczywiście kłamałem.Przez ten czas ukrywałem się w domu żeby myślał że napewno popełniłem samobójstwo.I tak jest do dzisiaj próbuję sie ukrywać(tak wiem jest w najsławniejszym zespole świata i się ukrywa ale takie są już moje wymysły :))żeby mnie nie zabił.Ale jeśli chodzi o Emily to zrobię wszystko żeby przeżyła-Skończyłem swój monolog.
-Ty chyba nie mówisz że chcesz się zabić!?-Krzyknął Zayn
-Muszę...-Szepnąłem
-Wiesz że nigdy byśmy ci nie dali się zabić?-Powiedział stanowczo Harry
-Wiem ale nie mówmy o mnie musimy znaleźć przecież Emi-Powiedziałem bez namysłu
-Nie wiesz gdzie mogli się ukryć?-Spytał Louis.I wtedy mnie olśniło już wiedziałem co robić.Włożyłem kartkę do kiszeni od spodni szybko wybiegłem z sali nie mówiąc nikomu dokąd zmieżam.Za sobą słyszałem tylko krzyki chłopaków ale nie zwracałem na nie uwagi tylko szybko wybiegłem ze szpitala wsiadłem do samochodu i ruszyłem ku mojemu celu.
*Oczami Emi*
Po tej wypowiedzi chłopak opuścił salę zostawiając mnie samą.Nie do końca wiedziałam o co chodzi.Czemu on chce zniszczyć życie jednemu z chłopaków i że niby jeden z nich zrujnował mu życie?Nie ogarniałam ani jednego słowa z tego wszystkiego.Lekko się ruszyłam ale od razu zrezygnowałam bo aż syknęłam z bólu.Na nadgarstkach miałam tak mocno zacisnięte liny że krew zaczęła mi z nich płynąć potokiem.Po chwili upadłam na ziemię i nastała ciemnośc...
*Oczmi Liam'a*
Jechałem najszybciej jak się da.Łamałem wszystkie przepisy drogowe żeby tylko jak najszybciej dotrzeć do celu i uratować Emily.Wreszcie dojechałem. Zaparkowałem przed wysoką i bardzo starą kamienicą.Wysiadłem z auta i skierowałem się ku celu.Wszedłem do budynku i skierowałem się na najwyższe piętro.Przeskakiwałem po dwa lub trzy stopnie.Wkońcu dotarłem stanąłem przed wielkimi wrotami i lekko je uchyliłem.Dziwne nikogo nie ma w środku ale Emily na pewno gdzieś tu jest.Uchyliłem pierwsze drzwi i nic drugie drzwi i nic.Otwierałem po kolei każde drzwi ale w żadnym pokoju nie było ani Denn'ego ani Emi.Dotarłem do ostatniego pokoju w którym byłem pewny że zastanę Emily.Lekko je otworzyłem i zamarłem.Emily leżała na ziemi nie przytomna a jej nadgarstków leciała krew.
-Boże Emily-Powiedziałem i szybko do niej podbiegłem.Odwinąłem sznury z jej nadgarstków i zatamowałem krwawienie chustą.Wziąłem ja na ręce i już miałem wychodzić gdy do pomieszczenia wszedł Denny.
-Proszę proszę kto tu się zjawił.Przecież to mój przyjaciel Liam Payne-Powiedział z cwaniackim uśmiechem na twarzy.Nie odpowiedziałem tylko rozglądałem się z jakimś wyjściem.Mój wzrok zatrzymał się na szeroko otwartym oknie.Muszę skoczyć-pomyślałem i szybko podbiegłem do okna i stanąłem na jego rogu.
Słyszałem głośny śmiech Denn'ego jednak nie zwracałem na to uwagi.Muszę ją uratować-spojrzałem na Emily i.........skoczyłem.Trwało to zaledwie kilka sekund bo po chwili poczułem ogromny ból przeszywający całe moje ciało.Ledwo co spojrzałem na Emily.Poruszyła się i spojrzała na mnie po czym po jej policzkach popłynęła fala łez.
-Kocham Cię-Powiedziałem do  niej po czym w najgorszym wypadku umarłem a w najlepszyn zemdlałem.
*Oczami Emi*
Otworzyłam oczy i spoostrzegłam się że jestem na dworze i na kimś leżę.Odwróciłam się w stronę ciała i po prosyu zamarłam.Leżał tam Liam a zjego głowy leciała krew.Automatycznie po moich policzkach spłynęła fala łez.Jak on mógł się tak dla mnie poświęcić.
-Kocham Cie-Usłyszałam z jego strony i po raz kolejny na moich policzkach pojawił się potok łez.On mnie kocha?Co?Ale przecież.....?Dopiero po chwili się ocknęłam i szybko zadzwoniłam po karetkę i policję żęby zamknęli Denn'ego.Policja przyjechała pierwsza i od razu powiedziałam im gdzie mają iść.Po chwili przyjechała karetka i zabrała mnie i Liam'a do szpitala.Dojechaliśmy po jakiś 5 minutach a ja przez całą drogę płakałam na Liam'em i modliłam się żeby przeżył.Liam'a przewieźli na osobną salę a mi opatrzyli tylko nadgarstki i założyli na nich bandaże.Kazali mi czekać przed salą więc usiadłam na krzesełku i zniecierpliwością wyczekiwałam informacji na temat stanu zdrowia Liam'a.Zorjętowałam się że muszę zadzwonić do chłopaków.Wzięłam telefon Liam'a który wypadł mu z kieszeni i zadzwoniłam do Louis'a.
-Stary gdzie ty jesteś my tu od zmysłów odchodzimy a ty tak se po prostu ze szpitala wybiegasz!?-Odezwał się głos Louis'a w słuchawce.
-Cześć Louis mówi Emily-Powiedziałam do telefonu.
-Emily!!!-Wydarł się na cały głos-Nic ci się nie stało!Gdzie jesteś!?-Krzyczał jeszcze głośniej.
-Jesteście w tym szpitalu w którym powinnam leżeć prawda?-Spytałam
-Tak a co?-Powiedział już spokojniej
-W której sali jesteście?-Spytałam
-129-Odpowiedział
-To przyjdzcie szybko pod 217-Powiedziałam i się rozłączyłam.Po 5 minutach usłyszałam krzyki skierowane w moją stronę.Odwróciłam głowę a tam czekali na mnie chłopcy.Szybko do mnie podbiegli a ja wtuliłam się w jednego z nich.
-Co się stało?Gdzie jest Liam?-Usłyszałam głos z góry.Podniosłam głowę to był Zayn czyli do niego się przytuliłam.Lekko się od niego odsunęłam.
-Liam leży w tamtej sali.-Powiedziałam wskazując salę na przeciwko nas.
-Co mu się stało?-Spytał Niall.Nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem chowając twarz w dłonie.Poczułam jak ktoś się do mnie przytula.
-On uratował mi życie-Wymamrotałam jak się okazało w koszulkę Hazzy.
-Czy on żyje?-Spytał z przerażeniem w głosie Louis.
-Nie wiem-Odpowiedziałam odrywając sie od Harry'ego.
-A tobie nic nie jest ponoć porwał cię Denny?-Powiedział Loczek.
-Tak porwał mnie powiedział że zrujnuje jednemu z was życie tak jak jemu któryś z was zniszczył.Później zemdlałam bo zacinął mi liny na nadgarstkach tak mocno że zaczęły mi krwawić-Pokazałam im zabandażowane ręce-Ocknęłam się dopiero wtedy gdy byłam na dworze a Liam prawdopodobnie uratował mnie tak że skoczył z okna-Ponownie wybuchłam płaczem-Zdążył powiedzieć kilka słów po czym zemdlał albo.......umarł-Jużnie wiem który raz po moich policzkach spłynęły łzy.Osunęłam się po ścianie którą miałam tuż za sobą głowę oparłam o kolana i oplotłam je rękami nadal płacząc.
-Emi nie płacz proszę.Wszystko będzie dobrze-Usłyszałam głos Horana obok mnie.
-Skąd mam wiedzieć czy wszystko będzie dobrze.Nawet nie wiem czy on jeszcze żyje-Powiedziałam już troche mniej płacząc.
-Przeżyje zobaczysz.Liam to twardziel tak szybko się nie poddaje-Powiedział Zayn z pewnością w głosie.
-Tak myślisz?-Spytałam spoglądając na niego.Pewnie wyglądam jak jakieś dziwadło z czerwonymi i podkrążonymi oczami od płaczu.
-Ja nie myślę ja to wiem-Odpowiedział i mnie przytulił.od razu mi się lepiej zrobiło i trochę chumor mi się porawił.Zauważyłam jak lekarz wychodzi z sali.Zerwałam się na równe nogi i podeszłam do niego.Miał bardzo poważną minę.Zanim zaczął mówić ciężko westchnął.Szykowałam się na najgorsze.Żeby tylko przeżył-powtarzałam sobie w myślach.

Oto kolejny rozdział mam nadzieję  że się podoba.Wiem że bardzo długo mnie nie było ale bardzo ciężko się pisało ten rozdział i nadal nie jestem do niego przekonana.Nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział bo nie mam pojęcia co w nim napisać.Jeżeli macie jakieś pomysły na kolejny to piszcie w komentarzach bo to bardzo motywuje do dalszego pisania a ja właśnie nie wiem czy jest sens pisania kolejnych opowiadań.Nie obiecuję też że rozdział pojawi się szybko może coś napiszę przez święta ale wątpie.Więc jeszcze raz zachęcam do komentowania i WESOŁYCH  ŚWIĄT!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz